wtorek, 30 kwietnia 2013

Rozdział 6


Siedziałam w pokoju na łóżku i patrzyłam na gwieździste niebo. Było piękne. próbowałam zapomnieć. Zapomnieć o wszystkim. O Macie, o Nadii, o napadzie, o wszystkim. Ale nie mogłam. Wtedy weszła Marie.
- Spokojnie wytłumaczyłam wszystko twojej mamie. Tak jak chciałaś. Jeszcze zadzwonię do domu i powiem że zostaję na noc u ciebie. Chyba że wolisz żebym sobie poszła.
- Nie, zostań.
I wtedy wyciągnęła telefon i zadzwoniła.
- Mamo, przepraszam że tak długo ale muszę jeszcze zostać na noc. Zaufaj mi. Pamiętasz co mi obiecałaś? Skoro tak to mi zaufaj.
I się rozłączyła.
- Co obiecała ci twoja mama?
- Obiecała mi po tym że zawsze będzie mi ufać jeśli ja już czegoś takiego nie zrobię i jeśli nie zawiodę jej zaufania.
- Wiem że za mną nie przepadasz, dlatego jeśli chcesz mogę zadzwonić do Zoe...
- Nie. Fakt, nie przepadałam za tobą ale nie mam zamiaru nikomu o tym mówić. Oni nie zrozumieją. Jeśli nie przeszli tego co ja to nie zrozumieją.
Przez całą noc nie spałam. Rano nie zjadłam śniadania, poszłam do szkoły by mama nic nie zauważyła ale tam też nic nie zjadłam. Kanapkę wyrzuciłam, i skłamałam. Z obiadu też nic nie zjadłam. Po szkole przyszła Marie i dawała mi sok do picia mówiąc że muszę chociaż pić. Nakłaniała mnie też do jedzenia ale bez skutku. I tak jeszcze przez tydzień chodziłam do szkoły. Nie spałam, prawie wcale nie jadłam, a w szkole nie uważałam przez co dostawałam same jedynki. Z każdą kolejną jedynką Patrisie coraz częściej na mnie zerkała a Nadia była coraz bardziej pewna siebie. W końcu po tygodniu w sobotę mama zapukała do moich drzwi.
- Otwarte. – powiedziałam
Weszła siadła na łóżku i powiedziała.
- Malejesz w oczach. Nie jesz, jesteś nieuważna w szkole, przygnębiona, nie wiem co się z tobą dzieje, ale tak dłużej być nie może.
- I co? Będziesz mnie karmiła na siłę?
- Nie. Do końca roku szkolnego zostało kilka miesięcy. Pakuj się. Tymczasowo zamieszkasz u babci. Konie dobrze na ciebie działają no i Marii będziesz miała na wyciągnięcie ręki.
- A skąd wiesz że ja tego chcę?
- Decyzja należy do ciebie, ale ja widzę że tu ci jest źle.
I wtedy weszła Marii.
- Dzień dobry.
- Cześć Marii. Nie będę wam przeszkadzała.
I mama wyszła. Zostałam sama z Marie. Powiedziałam jej o propozycji mamy, a ona przyznała jej rację.
- Twoja babcia ma duży dom. Masz tam swój pokój, swojego konia. Pomoże ci to.
Wahałam się, ale postanowiłam się zgodzić. Gdyby nie Marie nie zostawiłabym mamy samej.

2 komentarze: