sobota, 15 czerwca 2013

Rozdział 11

Wpadłam do domu jak burza. Wskoczyłam do łóżka, zakryłam się kołdrą i zaczęłam płakać. Nawet nie zauważyłam jak zasnęłam. Następnego dnia gdy do pokoju zapukała babcia krzyknęłam.
- Nie nie idę dziś do szkoły i nie chcę śniadania. Tak wszystko ze mną dobrze. A teraz daj mi spokój. - Nie myślałam nawet o tym co mówię. Chciałam tylko być sama. Sama pogrążona w swym cierpieniu. Czemu to tak zabolało? Przecież ten rozdział życia mam już dawno za sobą. A jednak sama myśl o tym sprawiała że łzy znowu napływały mi do oczu. Leżałam tak cały dzień aż w końcu rozległo się pukanie do drzwi.
- Mówiłam już. Nie chcę teraz z nikim gadać! Odczepcie się ode mnie! - Ale wtedy drzwi się otworzyły. Zakryta kołdrą nie miałam zamiaru nawet zobaczyć kto to. Wtedy czyjaś ręka chwyciła za zakrywającą mi twarz kołdrę i zdjęła ją.
- Zostaw! - krzyknęłam łapiąc za róg pościeli ale wtedy zauważyłam z kim się siłuję. To Michael.
- Myślisz że wygrasz? Jestem silniejszy. - powiedział z uśmiechem, ale po chwili spoważniał. Przysiadł na rogu mojego łóżka, wziął moją twarz w swoje dłonie spojrzał mi głęboko w oczy.
- Co się stało?  -  spytał a ja tylko odwróciłam się by ukryć łzy i cicho odpowiedziałam.
- Nic.
- A jednak coś się stało ponieważ nie poszłaś do szkoły i płakałaś.  - ręką delikatnie złapał mój podbródek i odwrócił w swoją stronę. Potem palcem otarł łzę która właśnie spływała mi po policzku.
- Będę tu siedział tak długo, póki nie powiesz o co chodzi. - znowu spojrzał mi w oczy. Nie wytrzymałam. Przytuliła się do niego i powstrzymując łzy opowiedziałam całą historię. Bałam się że mnie wyśmieje bo płaczę z takiego głupiego powodu. Ale on mnie słuchał. Czułam się tak bezpiecznie przytulając go. Chciałam by ta chwila trwała wiecznie. Ale w końcu odkleiłam się od niego a na jego twarzy widziałam zrozumienie.
- Już nigdy nie pozwolę nikomu ciebie skrzywdzić. - dodał a ja wiedziałam że mówi szczerze. Siedział na łóżku a ja położyłam się tak że moja głowa leżała na jego kolanach. Patrzyłam mu w oczy i zobaczyłam takie ciepło że nie mogłam i nie chciałam musieć kiedykolwiek przestać. A  on tylko uśmiechnął się, wziął mnie na ręce tak że trzymałam się jego szyi a nogi wisiały bezwładnie w powietrzu. Zniósł mnie po schodach, otworzył drzwi i zaniósł do stajni. Tam posadził mnie na osiodłanym już Fiołku ( co dziwne bo nie przypominam sobie bym miała gdzieś jechać ), a potem widząc moją minę dodał.
- Wiedziałem że mała przejażdżka poprawi ci humor. Wsiadł na drugiego konia i pojechaliśmy na przejażdżkę do tego samego lasu w którym byliśmy na spacerze.


                                                                  ***
<<I jak się podoba?>>


Anula