I dopiero wtedy poczułam że jestem na prawdę gotowa. Zbliżyłam się i pocałowałam go. To była najpiękniejsza chwila w moim życiu. To uczucie, nie czułam go gdy całowała Mata, to było kompletnie coś innego. Dla mnie czas się zatrzymał. Stanął w miejscu. Teraz liczyłam się tylko ja i Michael. Potem jeszcze spacerowaliśmy po lesie a promienie słońca dawały ciepło i światło. Ale cóż, w końcu musieliśmy wrócić. Poszłam do Fiołka by dać mu obiecaną marchewkę a potem obiad. Wieczorem przyszła do mnie Marie.
- Mam pytanko. Czy ty chodzisz z Michaelem?
Brak odpowiedzi.
- Chodzisz z nim? Nie wieżę! Ale ci dobrze. Chodziarz nie dziwię się. Jesteś śliczna. Masz niebieskie oczy, kruczoczarne włosy do pasa...
- Daj sobie spokój! Ja nawet nie wiem czy to chodzenie czy tylko przyjaźń.
Marie zachichotała.
- Nie gadaj. Poszłaś za nami na spacer?!
- Sorki.
Wkurzyłam się na nią. Nie powinna mnie śledzić ale przeprosiła mnie więc mi przeszło. Wieczorem gdy siedziałam z Michaelem i Marie u mnie w pokoju zaproponowali że zrobią mi kolację. Chwilę potem usłyszałam skrzypienie schodów i pukanie do drzwi.
- Czemu pukacie? - spytałam bo normalnie wchodzą bez pukania. Ale to nie byli oni. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu w drzwiach stanął Mat. Wszedł i zaczął przepraszać i prosić byśmy byli razem. Wtedy przypomniałam sobie jak nam razem było dobrze i już miałam coś powiedzieć kiedy w drzwiach pojawiła się Marie.
- Sok pomarańczowy czy...
I wtedy twarz przyjaciółki kompletnie zmieniła wyraz. Tak było tylko podczas napadu. Stanęła przed Matem i z całej siły przełożyła mu pięścią w twarz tak że aż upadł. Potem chwyciła go za kaptur od bluzy i ciągnęła za sobą po schodach w stronę drzwi. Wtedy pojawił się Michael. Widząc krew wystraszył się ale po chwili dostrzegł twarz Mata i tylko się roześmiał. Tymczasem dziewczyna rzuciła zakrwawionym chłopakiem o chodnik.
- Ty dupku!
I już miała zacząć go kopać gdy powstrzymał ją Michael.
- Starczy tego. Przestań bo zrobisz mu krzywdę.
- A niby o co mi chodziło?
Ale wtedy zakręciło mi się w głowie i uderzyłabym głową o chodnik gdyby nie Michael.
Ocknęłam się na kanapie.
- Co się stało? - spytałam
Okazało się że zemdlałam ale zostałam w porę złapana. Następnego dnia gdy szłam chodnikiem zauważyłam Mata ( z plastrem na nosie) i Nadie trzymających się za ręce. Gdy Nadia mnie zauważyła stanęła przed Matem i go pocałowała. Wtedy Mat też mnie zauważył.
- Ale jeśli chcesz to możesz jeszcze do mnie wrócić. - powiedział.
Jak mógł? Teraz wiem na pewno że jego uczucia nie były szczere. Pobiegłam do pokoju rzuciłam torbą i zaczęłam płakać...
Anula
poniedziałek, 13 maja 2013
Rozdział 9
Następnego dnia znów przyszła do mnie Marie. Chciałam jej powiedzieć o tym co się stało wczoraj ale nie powiedziałam. Nie powiedziałam nic. Po południu gdy Marie poszła pisać referat przyszedł Michael. Na wstępie chciał mnie przytulił a potem chciał mnie pocałować ale się odsunęłam. Zdziwił się jeszcze bardziej niż wczoraj. Wytłumaczyłam mu że na razie jesteśmy przyjaciółmi. Że owszem, podoba mi się ale nie mogę być z kimś kogo znam parę dni. Bo to by było co najmniej dziwne. Więc zaczęliśmy się poznawać. Poznawaliśmy się pod pretekstem nauki jazdy konnej. Uczyłam go jeździć jednocześnie z nim rozmawiając, poznając się. Czułam się lepiej. Zaczęłam jeść, z 12 kilo które straciłam wróciło 6 czyli połowa, więcej spałam, czułam się trochę lepiej ale nadal miała doła. ,, Wspomnienie zawsze zostanie" pomyślałam. Miałam rację bo zawsze zostaje ślad. Bawiłam się z nim świetnie. Rozumieliśmy się jakbyśmy znali się od lat. Cały mój świat powoli wracał do normy ale mi nadal czegoś w nim brakuje. Postanowiłam pójść do szkoły ale nadal mieszkać u babci. Pierwszego dnia trochę się bałam ale na szczęście Michael i Marie też tam chodzą więc jest dobrze. Ku mojemu zdziwieniu Pet się do mnie odzywała i przepraszała mnie tak długo puki się nie zgodziłam pogodzić. Nadia też niechętnie mnie przeprosiła. Znów kolegowałam się z Pet, może nawet przyjaźniłam ale to nie było to samo. Czułam że nie jest przy mnie, że nie jest jak przyjaciółka. Wróciłam do domu wmawiając sobie że jest dobrze, że nie mam żadnego doła, że teraz już wszystko jest wyjaśnione ale tak nie było. Nadal czułam się oszukana, zraniona i nie wiedziałam dlaczego. Zbliżał się obóz na który zapisałam się gdy jeszcze byłam z Matem. Patrząc na broszurkę łzy napływają mi do oczu. Czy to była miłość? Z mojej strony tak ale z jego? Nie, na pewno nie. Gdyby mnie kochał nie zerwałby przez sms. Siedziałam na łóżku i rozmyślałam. W tej samej chwili ktoś zapukał do moich drzwi.
- Mogę wejść?- to była mama. Tęskniłam za nią bo długo się nie widziałyśmy.
- Jak tam chcesz.
Mama weszła i zobaczywszy że trzymam broszurkę obozu zaczęła;
- Chciałabym porozmawiać z tobą o obozie. Wiem że chciałaś na niego jechać z Matem ale sama też możesz skoro według ciebie się lepiej czujesz. Szczerze? Ja ci nie wierzę. Widzę że to za wcześnie. Ale może ten obóz dobrze ci zrobi?
- Nie.
- Jak to? - zdziwiła się mama
- Tak to. Ja tak zdecydowałam i tyle.
Mama pocałowała mnie w czoło i wyszła. Przynajmniej tak mi się zdawało. Na prawdę stanęła w połowie drogi do schodów i nasłuchiwała. Tymczasem ja wybuchnęłam płaczem zgniotłam ulotkę i wyrzuciłam ją do kosza. zwinęłam się w kulkę, przykryłam kocem i płakała. Mamie po policzku spłynęła łza. Zacisnęła zęby i zeszła do salonu. Miała powiadomić babcię żeby uważała bo nadal nie jest ze mną dobrze ale wtedy babcia zaczęła opowiadać jak się cieszy że wróciłam do normalności i mama nie miała serca by jej teraz o tym mówić. Siedziałam i płakałam. Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam. Rano wzięłam prysznic, założyłam bokserkę, szorty, szary luźny sweter odsłaniający jedno ramię z długim rękawem, trampki i poszłam na śniadanie.
- Znowu? - spytałam
- Coś się powtórzyło? To nie możliwe! - przestraszyła się babcia
- Nie. Chodzi o to że znowu próbujesz mnie utuczyć. - babcia się uśmiechnęła i nalała mi soku. Zjadłam ( z trudem bo znowu straciłam apetyt ), wypiłam sok i poszłam na spacer. Idąc dróżką usłyszałam szelest. Odwróciłam się ale nikogo nie było więc poszłam dalej. Wtedy ktoś zasłonił mi oczy. Krzyknęłam ale wtedy ten ktoś mnie obrócił i przytulił. To był Michael. Okazało się że jest sobota.
- Przepraszam skarbie. Nie chciałem cię przestraszyć.
Przytuliłam go mocno i poszliśmy na spacer. Las wyglądał pięknie. Kropelki rosy błyszczały w słońcu jak diamenty. Było naprawdę ślicznie. Wtedy Michael przystanął i spojrzał mi się głęboko w oczy.
- Do trzech razy sztuka. - powiedział po czym zbliżył się by mnie pocałować.
***
Sorki że dopiero dziś ale nie miała za dużo czasu, ale za to dziś dodam rozdział 10. Mam nadzieję że się wam podobało.
PS. Piszę opowiadanie na konkurs i nie wiem o czym. Może ktoś mi pomoże? Rzuci hasło typu; zakochani? Czekam.
Anula
- Mogę wejść?- to była mama. Tęskniłam za nią bo długo się nie widziałyśmy.
- Jak tam chcesz.
Mama weszła i zobaczywszy że trzymam broszurkę obozu zaczęła;
- Chciałabym porozmawiać z tobą o obozie. Wiem że chciałaś na niego jechać z Matem ale sama też możesz skoro według ciebie się lepiej czujesz. Szczerze? Ja ci nie wierzę. Widzę że to za wcześnie. Ale może ten obóz dobrze ci zrobi?
- Nie.
- Jak to? - zdziwiła się mama
- Tak to. Ja tak zdecydowałam i tyle.
Mama pocałowała mnie w czoło i wyszła. Przynajmniej tak mi się zdawało. Na prawdę stanęła w połowie drogi do schodów i nasłuchiwała. Tymczasem ja wybuchnęłam płaczem zgniotłam ulotkę i wyrzuciłam ją do kosza. zwinęłam się w kulkę, przykryłam kocem i płakała. Mamie po policzku spłynęła łza. Zacisnęła zęby i zeszła do salonu. Miała powiadomić babcię żeby uważała bo nadal nie jest ze mną dobrze ale wtedy babcia zaczęła opowiadać jak się cieszy że wróciłam do normalności i mama nie miała serca by jej teraz o tym mówić. Siedziałam i płakałam. Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam. Rano wzięłam prysznic, założyłam bokserkę, szorty, szary luźny sweter odsłaniający jedno ramię z długim rękawem, trampki i poszłam na śniadanie.
- Znowu? - spytałam
- Coś się powtórzyło? To nie możliwe! - przestraszyła się babcia
- Nie. Chodzi o to że znowu próbujesz mnie utuczyć. - babcia się uśmiechnęła i nalała mi soku. Zjadłam ( z trudem bo znowu straciłam apetyt ), wypiłam sok i poszłam na spacer. Idąc dróżką usłyszałam szelest. Odwróciłam się ale nikogo nie było więc poszłam dalej. Wtedy ktoś zasłonił mi oczy. Krzyknęłam ale wtedy ten ktoś mnie obrócił i przytulił. To był Michael. Okazało się że jest sobota.
- Przepraszam skarbie. Nie chciałem cię przestraszyć.
Przytuliłam go mocno i poszliśmy na spacer. Las wyglądał pięknie. Kropelki rosy błyszczały w słońcu jak diamenty. Było naprawdę ślicznie. Wtedy Michael przystanął i spojrzał mi się głęboko w oczy.
- Do trzech razy sztuka. - powiedział po czym zbliżył się by mnie pocałować.
***
Sorki że dopiero dziś ale nie miała za dużo czasu, ale za to dziś dodam rozdział 10. Mam nadzieję że się wam podobało.
PS. Piszę opowiadanie na konkurs i nie wiem o czym. Może ktoś mi pomoże? Rzuci hasło typu; zakochani? Czekam.
Anula
sobota, 4 maja 2013
Rozdział 8
Rano gdy wstałam
postanowiłam przejść się do parku. Idąc chodnikiem zauważyłam że wprowadzają się nowi sąsiedzi na osiedle. Było to małżeństwo z synem może o rok starszym ode mnie. Chłopak był naprawdę przystojny. Miał ciemne, krótkie włosy, zielone oczy i miły uśmiech. Był radosny i pogodny.
- Moje przeciwieństwo. - pomyślałam i poszłam dalej. Idąc potknęłam się i wylądowałam na plecach. Wtedy chłopak podbiegł do mnie.
- Nic ci nie jest?
- Nie, dzięki ale poradzę sobie.
- Jestem Michael. A ty...
- Amy
- Ładne imię. Mieszkasz tu?
Powiedziałam tylko że jestem tu tymczasowo u babci a na prawdę mieszkam 1,5 km stąd. Rozmowa nie trwała długo. Rodzice go zawołali. Mimo tego że rozmawialiśmy krótko to trudno było nie zauważyć że chłopak wpatrywał się we mnie jak w obrazek. Poszłam do domu. Babcia jak zwykle siedziała na tarasie i piła zieloną herbatę.
- Mamy nowych sąsiadów. - powiedziałam i siadłam obok. Babcia powiedziała mi że mieli się tu przeprowadzić na zimę ale przełożyli to na wiosnę. Wcześniej mieszkali w centrum w apartamencie. Teraz wybrali osiedle. Zdziwiło mnie że zamożna rodzina zamiast życia w centrum wybrała osiedle domków jednorodzinnych. Poszłam do pokoju i położyłam się na łóżku. Wtedy usłyszałam otwierające się drzwi.
- Świetne wyczucie Marie.
Marie uśmiechnęła się zrzuciła mnie i sama się położyła. Potem opowiedziałam jej o ,,Nowym". Powiedziałam jak ma na imię ile ma lat, jak wygląda. I teraz wiem że to był błąd. Marie zaczęła się śmiać. Nie rozumiałam.
- Podoba ci się!
Nie odpowiedziałam. Przytuliłam poduszkę i siedziałam zamyślona. Wtedy w salonie dał się słyszeć jakieś rozmowy. Zbiegłyśmy po schodach a w salonie stał Michael w pudełkiem pełnym ciasteczek.
- Cześć Amy. Przyszedłem się przywitać. A ty to...
- Marie.
Babcia wzięła ciasteczka, podziękowała, i zaproponowała gościowi ciasteczka. Ale on podziękował i spytał się czy może chcę się z nim bliżej poznać. Marie szepnęła mi do ucha ,, Dobrej zabawy" i już miała wyjść gdy złapałam ją za rękę.
- Pewnie wolicie zostać sami...
I wtedy naraz z Michaelem jej odpowiedzieliśmy. Ja nie on tak. Przyjaciółka zachichotała ale w ostateczności została z nami. Poszliśmy do mojego pokoju. Rozmawialiśmy, piliśmy sok, było naprawdę miło. Gdy tylko chłopak wyszedł Marie zaczęła;
- On jest w tobie zakochany! Ty w nim też! Super!
Ale uspokoiłam ją i powiedziałam że jeśli nie przestanie to się na nią obrażę. Poskutkowało. Następnego dnia Marie pojechała na zakupy a do mnie przyszedł Michael.
Rozmawialiśmy, zbliżyliśmy się do siebie i wtedy wyznał;
- Podobasz mi się. Co ja gadam?! Zakochałem się w tobie!
- Też mi się podobasz.
I wtedy przybliżył się do mnie chcąc mnie pocałować ale ja się odsunęłam.
Nie rozumiał czemu. Opowiedziałam mu wszystko. Począwszy od podsłuchania rozmowy Patrisie aż do napadu. Właśnie w trakcie opowiadania o napadzie zaczęły mi z oczu płynąć łzy. Chłopak mnie przytulił, pocieszył. To na prawdę mi pomogło. Poczułam że jeszcze mogę stanąć na nogi, że przy nim mogę wrócić do normalności...
Anula
- Moje przeciwieństwo. - pomyślałam i poszłam dalej. Idąc potknęłam się i wylądowałam na plecach. Wtedy chłopak podbiegł do mnie.
- Nic ci nie jest?
- Nie, dzięki ale poradzę sobie.
- Jestem Michael. A ty...
- Amy
- Ładne imię. Mieszkasz tu?
Powiedziałam tylko że jestem tu tymczasowo u babci a na prawdę mieszkam 1,5 km stąd. Rozmowa nie trwała długo. Rodzice go zawołali. Mimo tego że rozmawialiśmy krótko to trudno było nie zauważyć że chłopak wpatrywał się we mnie jak w obrazek. Poszłam do domu. Babcia jak zwykle siedziała na tarasie i piła zieloną herbatę.
- Mamy nowych sąsiadów. - powiedziałam i siadłam obok. Babcia powiedziała mi że mieli się tu przeprowadzić na zimę ale przełożyli to na wiosnę. Wcześniej mieszkali w centrum w apartamencie. Teraz wybrali osiedle. Zdziwiło mnie że zamożna rodzina zamiast życia w centrum wybrała osiedle domków jednorodzinnych. Poszłam do pokoju i położyłam się na łóżku. Wtedy usłyszałam otwierające się drzwi.
- Świetne wyczucie Marie.
Marie uśmiechnęła się zrzuciła mnie i sama się położyła. Potem opowiedziałam jej o ,,Nowym". Powiedziałam jak ma na imię ile ma lat, jak wygląda. I teraz wiem że to był błąd. Marie zaczęła się śmiać. Nie rozumiałam.
- Podoba ci się!
Nie odpowiedziałam. Przytuliłam poduszkę i siedziałam zamyślona. Wtedy w salonie dał się słyszeć jakieś rozmowy. Zbiegłyśmy po schodach a w salonie stał Michael w pudełkiem pełnym ciasteczek.
- Cześć Amy. Przyszedłem się przywitać. A ty to...
- Marie.
Babcia wzięła ciasteczka, podziękowała, i zaproponowała gościowi ciasteczka. Ale on podziękował i spytał się czy może chcę się z nim bliżej poznać. Marie szepnęła mi do ucha ,, Dobrej zabawy" i już miała wyjść gdy złapałam ją za rękę.
- Pewnie wolicie zostać sami...
I wtedy naraz z Michaelem jej odpowiedzieliśmy. Ja nie on tak. Przyjaciółka zachichotała ale w ostateczności została z nami. Poszliśmy do mojego pokoju. Rozmawialiśmy, piliśmy sok, było naprawdę miło. Gdy tylko chłopak wyszedł Marie zaczęła;
- On jest w tobie zakochany! Ty w nim też! Super!
Ale uspokoiłam ją i powiedziałam że jeśli nie przestanie to się na nią obrażę. Poskutkowało. Następnego dnia Marie pojechała na zakupy a do mnie przyszedł Michael.
Rozmawialiśmy, zbliżyliśmy się do siebie i wtedy wyznał;
- Podobasz mi się. Co ja gadam?! Zakochałem się w tobie!
- Też mi się podobasz.
I wtedy przybliżył się do mnie chcąc mnie pocałować ale ja się odsunęłam.
Nie rozumiał czemu. Opowiedziałam mu wszystko. Począwszy od podsłuchania rozmowy Patrisie aż do napadu. Właśnie w trakcie opowiadania o napadzie zaczęły mi z oczu płynąć łzy. Chłopak mnie przytulił, pocieszył. To na prawdę mi pomogło. Poczułam że jeszcze mogę stanąć na nogi, że przy nim mogę wrócić do normalności...
Anula
czwartek, 2 maja 2013
Rozdział 7
Zaczęłam się
pakować. Jeszcze tego samego dnia miałam pojechać do babci. Gdy już bagaż był
gotowy mama zawiozła mnie i Marie do babci. Babcia była miła, ale ja tego nie
dostrzegałam. Gdy podałam mi kolację złożoną z zupy zamiast jeść patrzyłam się
na nią.
- Kochanie zupa jest od jedzenia a nie od patrzenia.
Wstałam i poszłam po schodach do siebie do pokoju po drodze mówiąc;
- Nie jestem głodna.
Babcia wszystko mi naszykowała. Świeżą pościel, poduszki. Siadłam koło łóżka, zwinęłam się w kłębek i po cichu szlochałam. Wtedy usłyszałam jakiś szelest na balkonie. Wystraszyłam się ale po chwili ujrzałam uśmiechniętą twarz Marie.
- Siemka.
Podeszłam do drzwi i otwarłam je.
- Pozwól że powtórzę; Siemka
- Cześć - powiedziałam niechętnie.
Marie mnie pocieszała, próbowała rozweselić i czekała aż zasnę. Dopiero wtedy otwarła drzwi od balkonu i wyszła. Była to pierwsza przespana noc od tamtego zdarzenia. Następnego dnia zeszłam do jadalni a tam śniadanie jak dla króla! Kusiło ale czułam że za wcześnie. Żeby nie zrobić przykrości babci zrobiłam sobie kanapkę na wynos i wychodząc krzyknęłam;
- Babciu idę do koni!
- Dobrze słoneczko!
Poszłam do stajni do mojego konia Fiołka. Nazwałam go tak gdy byłam mała. Fiołek od razu zauważył że jestem smutna więc wesoło zarżał. Ku jego zdziwieniu na mojej twarzy pojawił się tylko malutki uśmiech. By nie zostawić śladów kanapkę dałam Fiołkowi.
- Dobrze że wzięłam z sałatą to jeszcze zjesz. Prawda?
- Kochanie zupa jest od jedzenia a nie od patrzenia.
Wstałam i poszłam po schodach do siebie do pokoju po drodze mówiąc;
- Nie jestem głodna.
Babcia wszystko mi naszykowała. Świeżą pościel, poduszki. Siadłam koło łóżka, zwinęłam się w kłębek i po cichu szlochałam. Wtedy usłyszałam jakiś szelest na balkonie. Wystraszyłam się ale po chwili ujrzałam uśmiechniętą twarz Marie.
- Siemka.
Podeszłam do drzwi i otwarłam je.
- Pozwól że powtórzę; Siemka
- Cześć - powiedziałam niechętnie.
Marie mnie pocieszała, próbowała rozweselić i czekała aż zasnę. Dopiero wtedy otwarła drzwi od balkonu i wyszła. Była to pierwsza przespana noc od tamtego zdarzenia. Następnego dnia zeszłam do jadalni a tam śniadanie jak dla króla! Kusiło ale czułam że za wcześnie. Żeby nie zrobić przykrości babci zrobiłam sobie kanapkę na wynos i wychodząc krzyknęłam;
- Babciu idę do koni!
- Dobrze słoneczko!
Poszłam do stajni do mojego konia Fiołka. Nazwałam go tak gdy byłam mała. Fiołek od razu zauważył że jestem smutna więc wesoło zarżał. Ku jego zdziwieniu na mojej twarzy pojawił się tylko malutki uśmiech. By nie zostawić śladów kanapkę dałam Fiołkowi.
- Dobrze że wzięłam z sałatą to jeszcze zjesz. Prawda?
Koń odpowiedział
wesołym parsknięciem. Otwarłam zagrodę i wyprowadziłam go. Nie chciałam na nim
jeździć wolałam z nim pospacerować, ale ponieważ jest to bardzo ruchliwy koń
nie miałam wyjścia. Założyłam mu siodło, sobie kask i jeździłam. Nie trwało to
zbyt długo ponieważ nie miałam nastroju. Zsiadłam z konia i zaprowadziłam go do
stajni. Poszłam z powrotem do domu a na werandzie stała babcia.
- Co się dzieje? Kiedyś mogłaś jeździć na nim godzinami. A teraz?
- Co się dzieje? Kiedyś mogłaś jeździć na nim godzinami. A teraz?
Nic nie
odpowiedziałam. Przypomniałam sobie że Marie skończyła już lekcje więc
powiedziałam;
- Idę do Marie.
I poszłam. Zdawałam sobie sprawę że takimi zachowaniami ranię ludzi wokoło ale teraz o tym nie myślałam. Wolałam o tym nie myśleć. Dzień płynął powoli, czułam się źle, wydawało mi się że teraz nic nie ma sensu. Nie chciałam tak żyć. Nie mogłam. Co to za życie, które nie ma sensu? Siedziałam u Marie w pokoju i przyglądałam się jej nagrodą i dyplomom.
- Byłaś prymuską.
- Kiedyś. To było zanim moje życie straciło sens. Choć u mnie to wyglądało inaczej. Wszystko wydarzyło się w kilka dni. Dziewczyny puściły plotkę że regularnie zdradzam mojego chłopaka. To miała być niewinny żart ale przez ten ,,żarcik” wszyscy się ode mnie odwrócili a chłopak rzucił mnie dwoma słowami ; Jak mogłaś? Od razu po tym poszłam do domu i podcięłam sobie żyły. Potem długa rehabilitacja, wizyty u psychologa. Zmieniłam się. Już nie mam samych piątek, nie jeżdżę na konkursy, mam do wszystkiego dystans.
- Chwila, rehabilitacja?
- Tak. Naruszyłam ścięgna, mięśnie, mogłam nawet stracić władzę w ręce.- A
potem, przyjaciółka wytłumaczyła mi że kończenie z sobą było największym błędem jej życia. To był straszny ból, i jeszcze przez brudną żyletkę wdało się zakażenie. Rozmawiałyśmy tak aż do wieczora. Około dwudziestej drugiej Marie odprowadziła mnie do domu. Poprosiłam ją by poszła już do siebie bo jutro idzie do szkoły ale nie posłuchała. Tłumaczyła się tym że nie może zostawić mnie samej a szkoła poczeka.
Anula
- Idę do Marie.
I poszłam. Zdawałam sobie sprawę że takimi zachowaniami ranię ludzi wokoło ale teraz o tym nie myślałam. Wolałam o tym nie myśleć. Dzień płynął powoli, czułam się źle, wydawało mi się że teraz nic nie ma sensu. Nie chciałam tak żyć. Nie mogłam. Co to za życie, które nie ma sensu? Siedziałam u Marie w pokoju i przyglądałam się jej nagrodą i dyplomom.
- Byłaś prymuską.
- Kiedyś. To było zanim moje życie straciło sens. Choć u mnie to wyglądało inaczej. Wszystko wydarzyło się w kilka dni. Dziewczyny puściły plotkę że regularnie zdradzam mojego chłopaka. To miała być niewinny żart ale przez ten ,,żarcik” wszyscy się ode mnie odwrócili a chłopak rzucił mnie dwoma słowami ; Jak mogłaś? Od razu po tym poszłam do domu i podcięłam sobie żyły. Potem długa rehabilitacja, wizyty u psychologa. Zmieniłam się. Już nie mam samych piątek, nie jeżdżę na konkursy, mam do wszystkiego dystans.
- Chwila, rehabilitacja?
- Tak. Naruszyłam ścięgna, mięśnie, mogłam nawet stracić władzę w ręce.- A
potem, przyjaciółka wytłumaczyła mi że kończenie z sobą było największym błędem jej życia. To był straszny ból, i jeszcze przez brudną żyletkę wdało się zakażenie. Rozmawiałyśmy tak aż do wieczora. Około dwudziestej drugiej Marie odprowadziła mnie do domu. Poprosiłam ją by poszła już do siebie bo jutro idzie do szkoły ale nie posłuchała. Tłumaczyła się tym że nie może zostawić mnie samej a szkoła poczeka.
Anula
Subskrybuj:
Posty (Atom)