Rano gdy wstałam
postanowiłam przejść się do parku. Idąc chodnikiem zauważyłam że wprowadzają się nowi sąsiedzi na osiedle. Było to małżeństwo z synem może o rok starszym ode mnie. Chłopak był naprawdę przystojny. Miał ciemne, krótkie włosy, zielone oczy i miły uśmiech. Był radosny i pogodny.
- Moje przeciwieństwo. - pomyślałam i poszłam dalej. Idąc potknęłam się i wylądowałam na plecach. Wtedy chłopak podbiegł do mnie.
- Nic ci nie jest?
- Nie, dzięki ale poradzę sobie.
- Jestem Michael. A ty...
- Amy
- Ładne imię. Mieszkasz tu?
Powiedziałam tylko że jestem tu tymczasowo u babci a na prawdę mieszkam 1,5 km stąd. Rozmowa nie trwała długo. Rodzice go zawołali. Mimo tego że rozmawialiśmy krótko to trudno było nie zauważyć że chłopak wpatrywał się we mnie jak w obrazek. Poszłam do domu. Babcia jak zwykle siedziała na tarasie i piła zieloną herbatę.
- Mamy nowych sąsiadów. - powiedziałam i siadłam obok. Babcia powiedziała mi że mieli się tu przeprowadzić na zimę ale przełożyli to na wiosnę. Wcześniej mieszkali w centrum w apartamencie. Teraz wybrali osiedle. Zdziwiło mnie że zamożna rodzina zamiast życia w centrum wybrała osiedle domków jednorodzinnych. Poszłam do pokoju i położyłam się na łóżku. Wtedy usłyszałam otwierające się drzwi.
- Świetne wyczucie Marie.
Marie uśmiechnęła się zrzuciła mnie i sama się położyła. Potem opowiedziałam jej o ,,Nowym". Powiedziałam jak ma na imię ile ma lat, jak wygląda. I teraz wiem że to był błąd. Marie zaczęła się śmiać. Nie rozumiałam.
- Podoba ci się!
Nie odpowiedziałam. Przytuliłam poduszkę i siedziałam zamyślona. Wtedy w salonie dał się słyszeć jakieś rozmowy. Zbiegłyśmy po schodach a w salonie stał Michael w pudełkiem pełnym ciasteczek.
- Cześć Amy. Przyszedłem się przywitać. A ty to...
- Marie.
Babcia wzięła ciasteczka, podziękowała, i zaproponowała gościowi ciasteczka. Ale on podziękował i spytał się czy może chcę się z nim bliżej poznać. Marie szepnęła mi do ucha ,, Dobrej zabawy" i już miała wyjść gdy złapałam ją za rękę.
- Pewnie wolicie zostać sami...
I wtedy naraz z Michaelem jej odpowiedzieliśmy. Ja nie on tak. Przyjaciółka zachichotała ale w ostateczności została z nami. Poszliśmy do mojego pokoju. Rozmawialiśmy, piliśmy sok, było naprawdę miło. Gdy tylko chłopak wyszedł Marie zaczęła;
- On jest w tobie zakochany! Ty w nim też! Super!
Ale uspokoiłam ją i powiedziałam że jeśli nie przestanie to się na nią obrażę. Poskutkowało. Następnego dnia Marie pojechała na zakupy a do mnie przyszedł Michael.
Rozmawialiśmy, zbliżyliśmy się do siebie i wtedy wyznał;
- Podobasz mi się. Co ja gadam?! Zakochałem się w tobie!
- Też mi się podobasz.
I wtedy przybliżył się do mnie chcąc mnie pocałować ale ja się odsunęłam.
Nie rozumiał czemu. Opowiedziałam mu wszystko. Począwszy od podsłuchania rozmowy Patrisie aż do napadu. Właśnie w trakcie opowiadania o napadzie zaczęły mi z oczu płynąć łzy. Chłopak mnie przytulił, pocieszył. To na prawdę mi pomogło. Poczułam że jeszcze mogę stanąć na nogi, że przy nim mogę wrócić do normalności...
Anula
- Moje przeciwieństwo. - pomyślałam i poszłam dalej. Idąc potknęłam się i wylądowałam na plecach. Wtedy chłopak podbiegł do mnie.
- Nic ci nie jest?
- Nie, dzięki ale poradzę sobie.
- Jestem Michael. A ty...
- Amy
- Ładne imię. Mieszkasz tu?
Powiedziałam tylko że jestem tu tymczasowo u babci a na prawdę mieszkam 1,5 km stąd. Rozmowa nie trwała długo. Rodzice go zawołali. Mimo tego że rozmawialiśmy krótko to trudno było nie zauważyć że chłopak wpatrywał się we mnie jak w obrazek. Poszłam do domu. Babcia jak zwykle siedziała na tarasie i piła zieloną herbatę.
- Mamy nowych sąsiadów. - powiedziałam i siadłam obok. Babcia powiedziała mi że mieli się tu przeprowadzić na zimę ale przełożyli to na wiosnę. Wcześniej mieszkali w centrum w apartamencie. Teraz wybrali osiedle. Zdziwiło mnie że zamożna rodzina zamiast życia w centrum wybrała osiedle domków jednorodzinnych. Poszłam do pokoju i położyłam się na łóżku. Wtedy usłyszałam otwierające się drzwi.
- Świetne wyczucie Marie.
Marie uśmiechnęła się zrzuciła mnie i sama się położyła. Potem opowiedziałam jej o ,,Nowym". Powiedziałam jak ma na imię ile ma lat, jak wygląda. I teraz wiem że to był błąd. Marie zaczęła się śmiać. Nie rozumiałam.
- Podoba ci się!
Nie odpowiedziałam. Przytuliłam poduszkę i siedziałam zamyślona. Wtedy w salonie dał się słyszeć jakieś rozmowy. Zbiegłyśmy po schodach a w salonie stał Michael w pudełkiem pełnym ciasteczek.
- Cześć Amy. Przyszedłem się przywitać. A ty to...
- Marie.
Babcia wzięła ciasteczka, podziękowała, i zaproponowała gościowi ciasteczka. Ale on podziękował i spytał się czy może chcę się z nim bliżej poznać. Marie szepnęła mi do ucha ,, Dobrej zabawy" i już miała wyjść gdy złapałam ją za rękę.
- Pewnie wolicie zostać sami...
I wtedy naraz z Michaelem jej odpowiedzieliśmy. Ja nie on tak. Przyjaciółka zachichotała ale w ostateczności została z nami. Poszliśmy do mojego pokoju. Rozmawialiśmy, piliśmy sok, było naprawdę miło. Gdy tylko chłopak wyszedł Marie zaczęła;
- On jest w tobie zakochany! Ty w nim też! Super!
Ale uspokoiłam ją i powiedziałam że jeśli nie przestanie to się na nią obrażę. Poskutkowało. Następnego dnia Marie pojechała na zakupy a do mnie przyszedł Michael.
Rozmawialiśmy, zbliżyliśmy się do siebie i wtedy wyznał;
- Podobasz mi się. Co ja gadam?! Zakochałem się w tobie!
- Też mi się podobasz.
I wtedy przybliżył się do mnie chcąc mnie pocałować ale ja się odsunęłam.
Nie rozumiał czemu. Opowiedziałam mu wszystko. Począwszy od podsłuchania rozmowy Patrisie aż do napadu. Właśnie w trakcie opowiadania o napadzie zaczęły mi z oczu płynąć łzy. Chłopak mnie przytulił, pocieszył. To na prawdę mi pomogło. Poczułam że jeszcze mogę stanąć na nogi, że przy nim mogę wrócić do normalności...
Anula
Świetnie. Ale szczerze? Za szybko rozwinęłaś akcję. Ale to tak na przyszłość ;*
OdpowiedzUsuńJeżeli byli zakochani to to ile się znali nie miało dla nich znaczenia. Chcieli być ze sobą. Miłość od pierwszego wejrzenia też się zdarza. A czasem najlepiej jest rozmawiać z osobą która nic o nas nie wie.
OdpowiedzUsuń