sobota, 4 maja 2013

Rozdział 8


Rano gdy wstałam postanowiłam przejść się do parku. Idąc chodnikiem zauważyłam że wprowadzają się nowi sąsiedzi na osiedle. Było to małżeństwo z synem może o rok starszym ode mnie. Chłopak był naprawdę przystojny. Miał ciemne, krótkie włosy, zielone oczy i miły uśmiech. Był radosny i pogodny.
- Moje przeciwieństwo. - pomyślałam i poszłam dalej. Idąc potknęłam się i wylądowałam na plecach. Wtedy chłopak podbiegł do mnie.
- Nic ci nie jest?
- Nie, dzięki ale poradzę sobie.
- Jestem Michael. A ty...
- Amy
- Ładne imię. Mieszkasz tu?
Powiedziałam tylko że jestem tu tymczasowo u babci a na prawdę mieszkam 1,5 km stąd. Rozmowa nie trwała długo. Rodzice go zawołali. Mimo tego że rozmawialiśmy krótko to trudno było nie zauważyć że chłopak wpatrywał się we mnie jak w obrazek. Poszłam do domu. Babcia jak zwykle siedziała na tarasie i piła zieloną herbatę.
- Mamy nowych sąsiadów. - powiedziałam i siadłam obok. Babcia powiedziała mi że mieli się tu przeprowadzić na zimę ale przełożyli to na wiosnę. Wcześniej mieszkali w centrum w apartamencie. Teraz wybrali osiedle. Zdziwiło mnie że zamożna rodzina zamiast życia w centrum wybrała osiedle domków jednorodzinnych. Poszłam do pokoju i położyłam się na łóżku. Wtedy usłyszałam otwierające się drzwi.
- Świetne wyczucie Marie.
Marie uśmiechnęła się zrzuciła mnie i sama się położyła. Potem opowiedziałam jej o ,,Nowym". Powiedziałam jak ma na imię ile ma lat, jak wygląda. I teraz wiem że to był błąd. Marie zaczęła się śmiać. Nie rozumiałam.
- Podoba ci się!
Nie odpowiedziałam. Przytuliłam poduszkę i siedziałam zamyślona. Wtedy  w salonie dał się słyszeć jakieś rozmowy. Zbiegłyśmy po schodach a w salonie stał Michael w pudełkiem pełnym ciasteczek.
- Cześć Amy. Przyszedłem się przywitać. A ty to...
- Marie.
Babcia wzięła ciasteczka, podziękowała, i zaproponowała gościowi ciasteczka. Ale on podziękował i spytał się czy może chcę się z nim bliżej poznać. Marie szepnęła mi do ucha ,, Dobrej zabawy" i już miała wyjść gdy złapałam ją za rękę.
- Pewnie wolicie zostać sami...
I wtedy naraz z Michaelem jej odpowiedzieliśmy. Ja nie on tak. Przyjaciółka zachichotała ale w ostateczności została z nami. Poszliśmy do mojego pokoju. Rozmawialiśmy, piliśmy sok, było naprawdę miło. Gdy tylko chłopak wyszedł Marie zaczęła;
- On jest w tobie zakochany! Ty w nim też! Super!
Ale uspokoiłam ją i powiedziałam że jeśli nie przestanie to się na nią obrażę. Poskutkowało. Następnego dnia Marie pojechała na zakupy a do mnie przyszedł Michael.
Rozmawialiśmy, zbliżyliśmy się do siebie i wtedy wyznał;
- Podobasz mi się. Co ja gadam?! Zakochałem się w tobie!
- Też mi się podobasz.
I wtedy przybliżył się do mnie chcąc mnie pocałować ale ja się odsunęłam.
Nie rozumiał czemu. Opowiedziałam mu wszystko. Począwszy od podsłuchania rozmowy Patrisie aż do napadu. Właśnie w trakcie opowiadania o napadzie zaczęły mi z oczu płynąć łzy. Chłopak mnie przytulił, pocieszył. To na prawdę mi pomogło. Poczułam że jeszcze mogę stanąć na nogi, że przy nim mogę wrócić do normalności...


Anula

2 komentarze:

  1. Świetnie. Ale szczerze? Za szybko rozwinęłaś akcję. Ale to tak na przyszłość ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeżeli byli zakochani to to ile się znali nie miało dla nich znaczenia. Chcieli być ze sobą. Miłość od pierwszego wejrzenia też się zdarza. A czasem najlepiej jest rozmawiać z osobą która nic o nas nie wie.

    OdpowiedzUsuń