czwartek, 2 maja 2013

Rozdział 7


Zaczęłam się pakować. Jeszcze tego samego dnia miałam pojechać do babci. Gdy już bagaż był gotowy mama zawiozła mnie i Marie do babci. Babcia była miła, ale ja tego nie dostrzegałam. Gdy podałam mi kolację złożoną z zupy zamiast jeść patrzyłam się na nią.
- Kochanie zupa jest od jedzenia a nie od patrzenia.
Wstałam i poszłam po schodach do siebie do pokoju po drodze mówiąc;
- Nie jestem głodna.
Babcia wszystko mi naszykowała. Świeżą pościel, poduszki. Siadłam koło łóżka, zwinęłam się w kłębek i po cichu szlochałam. Wtedy usłyszałam jakiś szelest na balkonie. Wystraszyłam się ale po chwili ujrzałam uśmiechniętą twarz Marie.
- Siemka.
Podeszłam do drzwi i otwarłam je.
- Pozwól że powtórzę; Siemka
- Cześć - powiedziałam niechętnie.
Marie mnie pocieszała, próbowała rozweselić i czekała aż zasnę. Dopiero wtedy otwarła drzwi od balkonu i wyszła. Była to pierwsza przespana noc od tamtego zdarzenia. Następnego dnia zeszłam do jadalni a tam śniadanie jak dla króla! Kusiło ale czułam że za wcześnie. Żeby nie zrobić przykrości babci zrobiłam sobie kanapkę na wynos i wychodząc krzyknęłam;
- Babciu idę do koni!
- Dobrze słoneczko!
Poszłam do stajni do mojego konia Fiołka. Nazwałam go tak gdy byłam mała. Fiołek od razu zauważył że jestem smutna więc wesoło zarżał. Ku jego zdziwieniu na mojej twarzy pojawił się tylko malutki uśmiech. By nie zostawić śladów kanapkę dałam Fiołkowi.
- Dobrze że wzięłam z sałatą to jeszcze zjesz. Prawda?
Koń odpowiedział wesołym parsknięciem. Otwarłam zagrodę i wyprowadziłam go. Nie chciałam na nim jeździć wolałam z nim pospacerować, ale ponieważ jest to bardzo ruchliwy koń nie miałam wyjścia. Założyłam mu siodło, sobie kask i jeździłam. Nie trwało to zbyt długo ponieważ nie miałam nastroju. Zsiadłam z konia i zaprowadziłam go do stajni. Poszłam z powrotem do domu a na werandzie stała babcia.
- Co się dzieje? Kiedyś mogłaś jeździć na nim godzinami. A teraz? 
Nic nie odpowiedziałam. Przypomniałam sobie że Marie skończyła już lekcje więc powiedziałam;
- Idę do Marie.
I poszłam. Zdawałam sobie sprawę że takimi zachowaniami ranię ludzi wokoło ale teraz o tym nie myślałam. Wolałam o tym nie myśleć. Dzień płynął powoli, czułam się źle, wydawało mi się że teraz nic nie ma sensu. Nie chciałam tak żyć. Nie mogłam. Co to za życie, które nie ma sensu? Siedziałam u Marie w pokoju i przyglądałam się jej nagrodą i dyplomom.
- Byłaś prymuską.
- Kiedyś. To było zanim moje życie straciło sens. Choć u mnie to wyglądało inaczej. Wszystko wydarzyło się w kilka dni. Dziewczyny puściły plotkę że regularnie zdradzam mojego chłopaka. To miała być niewinny żart ale przez ten ,,żarcik” wszyscy się ode mnie odwrócili a chłopak rzucił mnie dwoma słowami ; Jak mogłaś? Od razu po tym poszłam do domu i podcięłam sobie żyły. Potem długa rehabilitacja, wizyty u psychologa. Zmieniłam się. Już nie mam samych piątek, nie jeżdżę na konkursy, mam do wszystkiego dystans.
- Chwila, rehabilitacja?
- Tak. Naruszyłam ścięgna, mięśnie, mogłam nawet stracić władzę w ręce.- A
potem, przyjaciółka wytłumaczyła mi że kończenie z sobą było największym błędem jej życia. To był straszny ból, i jeszcze przez brudną żyletkę wdało się zakażenie. Rozmawiałyśmy tak aż do wieczora. Około dwudziestej drugiej Marie odprowadziła mnie do domu. Poprosiłam ją by poszła już do siebie bo jutro idzie do szkoły ale nie posłuchała. Tłumaczyła się tym że nie może zostawić mnie samej a szkoła poczeka.



Anula

4 komentarze:

  1. W końcu coś dłuższego :D Świetnie, świetnie i jeszcze raz świetnie. Bardzo miło się czyta.
    Dziewczyno! Masz talent. Nie zmarnuj tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow. Bez przesady. Jest najdłuższy ale teraz mam zamiar pisać tylko takie

      Usuń
    2. To bardzo dobrze, kochana. Świetnie się czyta. Powodzenia ^^

      Usuń
    3. Dzięki. Ja też czekam na nowe opowiadania z twojej strony

      Usuń